|
ZIEMIA PRUDNICKA r 2005
Tadeusz Kukiz
60-lecie
Gimnazjum i Liceum Męskiego w Prudniku
DYREKTOR JÓZEF BARANIUK
Pierwszym
dyrektorem powstającego po wojnie Państwowego Gimnazjum i Liceum Męskiego w
Prudniku został prof. Jerzy
Krókowski.
Przybył tu 7 maja 1945 r. z Dąbrowy Górniczej i od razu zaczął
organizować szkołę:
zabezpieczył zachowane wyposażenie (nawet sypiał przy drzwiach, w stałym
pogotowiu, obawiając się napadów rabunkowych), zatrudnił woźnego, rozpoczął
kompletowanie grona pedagogicznego i
przeprowadzał pierwsze
egzaminy zgłaszających się do szkoły uczniów. 4 września odbyła się inauguracja
roku szkolnego. Uroczystość tę poprzedziło nabożeństwo w kościele parafialnym, w
którym uczestniczyła cała młodzież, nauczyciele, zaproszeni goście i rodzice. I
właśnie w tych dniach prof.
Krókowski
zrezygnował ze stanowiska
dyrektora i 7 września wyjechał z
Prudnika[l],
powierzając swe obowiązki
tymczasowo
mgr.
Józefowi
Baraniukowi.
Józef
Baraniuk
urodził się 13 marca 1907 r. [2] w Kołomyi, w woj. stanisławowskim, tam też w
latach 1918-1927 uczęszczał do Gimnazjum im. Króla Kazimierza
Jagiellończyka.
„Po odbyciu studiów w
Uniwersytecie Jana
Kazimierza we Lwowie na Wydziale Humanistycznym i w Uniwersytecie Jagiellońskim
w Krakowie na Wydziale
Filozoficznym i uzyskaniu [...] dyplomu magistra filozofii w zakresie filologii
niemieckiej [wl931 r.] oraz
po odbyciu praktyki nauczycielskiej w Państwowym Koedukacyjnym Gimnazjum im. K.
Ujejskiego w Kamionce
Strumiłłowej
i w Państwowym Gimnazjum im. Hetmana St. Żółkiewskiego w
Żółkwi, poddał się
państwowemu egzaminowi na nauczyciela szkół średnich i zdał go z wynikiem
dobrym"
(Dyplom
z dnia 29 października 1935
r.).
Jeszcze przed 1939 r.
przeniósł się do Kołomyi, gdzie był nauczycielem języka niemieckiego w tym samym
gimnazjum, w którym uzyskał świadectwo dojrzałości. Zmobilizowany do wojska,
dostał się do sowieckiej niewoli, ale szczęśliwie udało mu się zbiec, dzięki
czemu być może uniknął
Katynia.
Za tzw.
pierwszych Sowietów uczył
języka niemieckiego i geografii w
kołomyjskiej
Szkole Średniej nr 3, a w okresie okupacji niemieckiej w szkole z ukraińskim
językiem nauczania, ratując wówczas wielu młodych ludzi przed
wywiezieniem na roboty
przymusowe do Niemiec. Jak się zdaje, prowadził także tajne nauczanie. W marcu
1944 r. wyjechał z córką z
Kołomyi do Krakowa, gdzie już przebywała żona; utrzymywał się tu z
wykonywania różnych prac. Do
Prudnika, zwanego wtedy Prądnikiem, przybył na początku lipca 1945 r.
Wkrótce Kuratorium w
Katowicach poleciło mu zorientować się, czy są możliwości utworzenia gimnazjum w
Białej, a gdy okazało się,
że ze względu na niedostateczną ilość uczniów było to jeszcze przedwczesne,
poprosił o zatrudnienie go w Prudniku.
Kiedy 7 września 1945 r.
prof.
Krókowski
wyjechał, a mianowany przez Kuratorium jego następca Antoni Zięba również
zrezygnował z objęcia stanowiska dyrektora, obowiązki te pełnił nadal mgr
Baraniuk.
Mimo iż szkoła została oficjalnie otwarta, jej stan materialny i organizacyjny
nie był zadowalający: drzwi i
okna wymagały naprawy, a
sprzęt szkolny, złożony w jednej z sal, należało odpowiednio rozmieścić.
Wszystko to zrobiono nie
otrzymując na ten cel jakichkolwiek pieniędzy. Z uwagi na sporą ilość uczniów z
okolicy, w domu
przeznaczonym pierwotnie na mieszkanie dyrektora, urządzono bursę (potrzebne
wyposażenie przywieziono z opuszczonych przez Niemców mieszkań). Największą
pomocą w
doprowadzeniu Gimnazjum do
właściwego stanu służyła sekretarka Krystyna
Zakaszewska.
Piotr Skarbek,
autor monografii szkoły,
pisał: „Mgr
Baraniuk
wraz z nią i dwoma nauczycielami nie miał łatwego życia. Ciążyło na nim
kierownictwo zakładu i internatu oraz obowiązek zorganizowania nauki i życia w
szkole".
Były poważne kłopoty z
młodzieżą: niektórzy uczniowie posiadali broń z czasów wojny i należeli do
podziemnych organizacji
niepodległościowych; dyrektor
Baraniuk
starał się uchronić ich przed
aresztowaniem, zaręczając za
nich. Był przy egzaminach wstępnych i sam je przeprowadzał. W „Głosie Prądnika"
publikował artykuły na temat szkolnictwa średniego i mimo licznych obowiązków
znajdował
jeszcze czas na opiekę nad
szkolną drużyną piłkarską „Sparta", osiągającą dobre wyniki w klasie
C.Udało
się mu skompletować grono pedagogiczne. Początkowo nie wszyscy nauczyciele
chcieli się
prof.
Baraniukowi
podporządkować, traktując tymczasowe pełnienie przez niego obowiązków dyrektora
jako
samozwańcze. Nalegał więc na
Kuratorium, by rozwiązało sprawę obsady tego stanowiska. Dopiero po upływie roku
na dyrektora szkoły wyznaczono Michała
Czubaka,
ale i on zrezygnował, wówczas urzędnik Kuratorium wydał
mgr.
Baraniukowi
polecenie ustne, zlecając dalsze pełnienie obowiązków dyrektora i wyrażając
uznanie za to, co już zrobił. Kazimierz
Kasicz,
jeden z uczniów Profesora, późniejszy nauczyciel prudnickiego Gimnazjum, pisał
po latach: „Ówczesne władze oświatowe ceniły go za pracowitość i zmysł
organizacyjny, a jednak nie
mianowały dyrektorem, pełnił tylko obowiązki dyrektora. Nie odpowiadał władzy
zwierzchniej [ludowej] pod
względem politycznym" (jedno z zastrzeżeń odnosiło się do uczęszczania
młodzieży w zwartym szyku z
Gimnazjum do kościoła Bonifratrów na nabożeństwa).
Mimo iż prof.
Baraniuk
nie otrzymał nominacji na dyrektora Gimnazjum, to właśnie on był
rzeczywistym twórcą tej
szkoły, on ją zorganizował, nadał jej kierunek i charakter, czego ślady nosi ona
i jej
dawni uczniowie do dziś. A
miał wśród nich autorytet wielki. Wynikało to z cech jego osobowości i
gruntownej wiedzy, nie tylko
w zakresie wykładanych przedmiotów (choć z wykształcenia był germanistą,
mnie na przykład zachęcił do
przygotowania i wygłoszenia w godzinach pozalekcyjnych prelekcji o budowie
atomu) . Posiadaną wiedzę
umiejętnie uczniom przekazywał i konsekwentnie egzekwował. Jeszcze teraz wielu z
nas, zbudzonych w nocy potrafiłoby wyrecytować spory fragment z Cycerona („Quousque
tandem,
Catilina,
abutere
patientia
nostra...")
czy z
Metamorfoz
Owidiusza („Aurea
prima
sata
est
aetas...").
„Wychowankom stawiał
wymagania wysokie. Nie stosował kar, a umiał w szkole utrzymać dyscyplinę;
ostrym wzrokiem łamał wszelkie opory niesfornych uczniów" - wspominał po latach
prof. Kasicz.
Podobną opinię o prof.
Baraniuku
wyraził Eugeniusz
Dmytrów, jeden z
byłych uczniów
kołomyjskiego
Gimnazjum:
„Był niezwykle wymagający,
lecz w pełni sprawiedliwy. Przy swej surowości, był prawdziwym przyjacielem
młodzieży. Wielka osobowość"
(„Semper
Fidelis"
1994, nr 2).
Kierował Gimnazjum do
sierpnia 1947 r. Od nowego roku szkolnego uczył już w Gimnazjum
Żeńskim (łaciny i
geografii), a dodatkowo w Gimnazjum Rolniczym. Po rozpoczęciu przekształcania
polskiej szkoły na sposób sowiecki, w roku 1949 połączono
Gimnazjum Żeńskie z Męskim
przy ul. Gimnazjalnej i utworzono z nich Jedenastolatkę" - Szkołę
Ogólnokształcącą stopnia
licealnego. Prof.
Baraniuk
powrócił do swej dawnej siedziby na stanowisko nauczyciela, ale jakby trochę
zmieniony: mniej aktywny, apatyczny;
twająca
od wojny choroba coraz częściej
dawała o sobie
znać.W
roku 1961, z okazji dziesięciolecia matury naszej klasy XI A, zaprosiliśmy Go na
Zjazd. Ponieważ nie pojawił się, kilku z nas udało się do Niego prosząc, by
zechciał jakiś czas z nami pobyć. Nie czuł się najlepiej, ale nie odmówił. Po
niespełna dwóch latach, 16 marca 1963 r.[3] zmarł; spoczywa na
cmentarzu w Prudniku.
Przypisy:
[1] Jerzy Krókowski (1893-1967) przeniósł się później do Wrocławia, gdzie był
dyrektorem Instytutu Filologii Klasycznej Uniwersytetu Wrocławskiego, dziekanem
Wydziału Filologicznego, a następnie
prorektorem.
[2] Taką datę podają wszystkie dokumenty udostępnione przez rodzinę Józefa
Baraniuka, podczas gdy znane
mi publikacje - 13 marca 1909 r.
[3] Według informacji rodziny, a według danych przytaczanych w publikacjach - 10
marca 1963 r. |